środa, 29 marca 2023

Wiosenne porządki

 

 Pogoda nie rozpieszczała, delikatnie mówiąc (padał snieg, wyjście na porywisty wiatr groziło dekapitacją- czyli typowa polska wiosna), prace ogrodowe raczej odpadały, zatem postanowiłam nadrobić wielowiekowe zaległości w sprzątaniu kuchni. Wyszorowałam szafki, kafelki, odkamieniłam zlew, płyte gazową domyłam tak, ze można było się w niej przeglądać. Posprzątałam wszystko co zalegało tygodniami na stole w kuchni, poukładałam równo przyprawy a na koniec „wymopowałam” podłogę na błysk. 
Po niemal trzech godzinach stanęłam w wejściu, spojrzałam z podziwem na swoje dzieło. W nagrodę czas na filiżankę gorącego kakao!
Podłoga, co prawda jeszcze nie wyschła, ale co tam- zdjęłam kapcie i w samych skarpetach podreptałam na paluszkach do szafki przy oknie. Z otwartego opakowania kakao wysypała się marna resztka, więc nie pozostało mi nic innego jak otworzyć nowe. Próbowałam ręcznie rozerwać zgrzew ale folia za nic nie chciała się poddać. Pod ręką w suszarce mignął mi nóź do masła- chust, ze zupełnie tępy, nie będę przecież łazić po tej mokrej podłodze do szuflady nożyczkami. Tak jak przypuszczałam otwarcie pancernej folii nożem do masła nie należało to najprostszych czynności- w przypływie  niecierpliwej złości ścisnęłam za mocno i…. nadepnęliście kiedyś na wielką, przejrzałą purchawę? K…wa jak jebło!( przepraszam za moje dosadne słownictwo ale dokłądnie TO pomyślałam) Armagedon…!  Zamiast szafek ecru miałam kakaowy brąz, ściana w beżu, twarz jak murzyn, włosy jak kasztanka marszałka, całe szczęście bluzę miałam ciemną, więc nieznacznie tylko zmieniła kolor, za to jasne skarpety ślizgały się po mokrej brązowej mazi niczym po świeżym błocie. Tylko do sufitu nie doleciało. Ochota na kakao zupełnie mi przeszła…z resztą niewiele go w paczce zostało.  Chyba musze zacząć od nowa…

Katmandu

Katmandu, ostatnia noc w hotelu, krótka, bo o 5 rano wyjeżdżamy z grupą na lotnisko. Położyłam się po 23, za oknem słychać było szum miasta,...