czwartek, 21 marca 2024

Zakupy w Lidlu


Kasa samoobsługowa w Lidlu. Kończę nabijać drugą wielką torbę zakupów (część już z myślą o zbliżających się świętach). Na szczęście tym razem kasa nie była zbyt kapryśna, jedynie dwa razy się zawiesiła i raz „wzywałam” obsługę. W sklepowym koszyku zostały tylko 4 ostatnie produkty, więc myślami już jestem przy wyjściu. Nagle- „Ping!” „Towar nieznany”. Prostuję lekko zwichrowany kod kreskowy i próbuję ponownie. „Ping! Towar nieznany” „Zaczekaj na obsługę”. Czekam. Po paru chwilach biegnie do mnie dziewczyna. Zalogowała się swoją kartą, poklikała, zrobiła dziwną minę, rzuciła –„Ojej, przepraszam, wykasowały mi się całe zakupy zamiast ostatniej pozycji, trzeba będzie jeszcze raz nabić”, po czym nie patrząc mi w oczy obróciła się na pięcie i zwiała. Całe jej szczęście, bo po chwili osłupienia w jakie mnie wprawiła-kiedy tylko doszłam do siebie- najchętniej przegryzłabym jej tętnicę. Wk..wiona na maksa, przerzucam zatem obie wielkie siaty na prawą stronę od kasy i zaczynam nabijać od początku przekładając towary z toreb przez kasę na pustą wago-półkę. Ludzie którzy stanęli za mną w kolejce, patrzą się na mnie jak na debilkę (co to za idiotka najpierw napakowała zakupy do toreb, żeby potem je przekładać na pustą półkę, z której i tak musi z powrotem przepakować, żeby zabrać zakupy!). Pan bezpośrednio za mną nerwowo zerka na zegarek. Wykładam z torby na kasę zielone warzywo podobne do ogórka.  K…, jak to się nazywa? Z nerwów kompletnie zapomniałam. Przeglądam listę warzyw od A do Z i od Z do A jak pojebana nie mogąc znaleźć tego, czego szukam. W głowie kompletna pustka. Spokój, skup się! Karcę się w myślach. Nerwowo przestępujący z nogi na nogę i przewracający oczami facet za mną nie pomaga w uspokojeniu myśli. Może zdejmę to warzywo z wagi i odłożę na bok, żeby się dalej nie kompromitować? Z drugiej strony, jest mi jednak potrzebne. Nerwowo rozglądam się wokół w poszukiwaniu jakiegokolwiek ratunku. Wzrok zatrzymuje się na cukierkach. Cukinia! Eureka! Jakiś trybik w mózgu wskoczył na swoje miejsce. Idę dalej. Przy przyprawach pod koniec skanowania kasie nie zgadza się waga. „Umieść towar w koszyku”- żąda, choć ten już się tam znajduje. Po kilku próbach podnoszenia i kładzenia kasa sugeruje „wezwij obsługę”… O nieeeeee, ponownie nie dam się nabrać!( choć z drugiej strony, jakby pojawiła się znowu ta sama „miła” Pani, może miałabym okazję, żeby przypadkowo kopnąć ją w piszczel..)  Podnoszę i wkładam kolejno różne towary z półki obok kasy. Wreszcie bingo! Zaskoczyła. Klient za mną wzdycha z wyraźną ulgą. Widocznie moja nerwowość udzieliła się i jemu. Uff, ostatni towar. Drżę z przerażenia zbliżając go do skanera i układając stosie zeskanowanych produktów. Wszystko gra. Teraz tylko ponowne układanie zakupów aby zmieściły się w siatach i do domu! Po drodze do auta przypominam sobie jeszcze, że przecież godzinę wcześniej kupiłam płytę plexi 2x1m, wsadziłam do bagażnika kombi zgiętą w pałąk, „zamknęłam drzwiami od bagażnika”, więc otwarcie bagażnika bez pomocy drugiej osoby odpada, bo płyta wystrzeli mi w twarz. Czeka mnie więc przeciskanie się w deszczu między mokrymi autami i wciskanie zakupów przez uchylone drzwi pod przednie siedzenie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Katmandu

Katmandu, ostatnia noc w hotelu, krótka, bo o 5 rano wyjeżdżamy z grupą na lotnisko. Położyłam się po 23, za oknem słychać było szum miasta,...