Kasa
samoobsługowa w Lidlu. Kończę nabijać drugą wielką torbę zakupów (część już z myślą
o zbliżających się świętach). Na szczęście tym razem kasa nie była zbyt kapryśna,
jedynie dwa razy się zawiesiła i raz „wzywałam” obsługę. W sklepowym koszyku
zostały tylko 4 ostatnie produkty, więc myślami już jestem przy wyjściu. Nagle-
„Ping!” „Towar nieznany”. Prostuję lekko zwichrowany kod kreskowy i próbuję
ponownie. „Ping! Towar nieznany” „Zaczekaj na obsługę”. Czekam. Po paru
chwilach biegnie do mnie dziewczyna. Zalogowała się swoją kartą, poklikała, zrobiła
dziwną minę, rzuciła –„Ojej, przepraszam, wykasowały mi się całe zakupy zamiast
ostatniej pozycji, trzeba będzie jeszcze raz nabić”, po czym nie patrząc mi w
oczy obróciła się na pięcie i zwiała. Całe jej szczęście, bo po chwili
osłupienia w jakie mnie wprawiła-kiedy tylko doszłam do siebie- najchętniej
przegryzłabym jej tętnicę. Wk..wiona na maksa, przerzucam zatem obie wielkie siaty
na prawą stronę od kasy i zaczynam nabijać od początku przekładając towary z
toreb przez kasę na pustą wago-półkę. Ludzie którzy stanęli za mną w kolejce,
patrzą się na mnie jak na debilkę (co to za idiotka najpierw napakowała zakupy
do toreb, żeby potem je przekładać na pustą półkę, z której i tak musi z powrotem
przepakować, żeby zabrać zakupy!). Pan bezpośrednio za mną nerwowo zerka na
zegarek. Wykładam z torby na kasę zielone warzywo podobne do ogórka. K…, jak to się nazywa? Z nerwów kompletnie
zapomniałam. Przeglądam listę warzyw od A do Z i od Z do A jak pojebana nie
mogąc znaleźć tego, czego szukam. W głowie kompletna pustka. Spokój, skup się!
Karcę się w myślach. Nerwowo przestępujący z nogi na nogę i przewracający
oczami facet za mną nie pomaga w uspokojeniu myśli. Może zdejmę to warzywo z
wagi i odłożę na bok, żeby się dalej nie kompromitować? Z drugiej strony, jest
mi jednak potrzebne. Nerwowo rozglądam się wokół w poszukiwaniu jakiegokolwiek ratunku.
Wzrok zatrzymuje się na cukierkach. Cukinia! Eureka! Jakiś trybik w mózgu
wskoczył na swoje miejsce. Idę dalej. Przy przyprawach pod koniec skanowania
kasie nie zgadza się waga. „Umieść towar w koszyku”- żąda, choć ten już się tam
znajduje. Po kilku próbach podnoszenia i kładzenia kasa sugeruje „wezwij
obsługę”… O nieeeeee, ponownie nie dam się nabrać!( choć z drugiej strony,
jakby pojawiła się znowu ta sama „miła” Pani, może miałabym okazję, żeby przypadkowo
kopnąć ją w piszczel..) Podnoszę i
wkładam kolejno różne towary z półki obok kasy. Wreszcie bingo! Zaskoczyła. Klient
za mną wzdycha z wyraźną ulgą. Widocznie moja nerwowość udzieliła się i jemu. Uff,
ostatni towar. Drżę z przerażenia zbliżając go do skanera i układając stosie zeskanowanych
produktów. Wszystko gra. Teraz tylko ponowne układanie zakupów aby zmieściły
się w siatach i do domu! Po drodze do auta przypominam sobie jeszcze, że
przecież godzinę wcześniej kupiłam płytę plexi 2x1m, wsadziłam do bagażnika
kombi zgiętą w pałąk, „zamknęłam drzwiami od bagażnika”, więc otwarcie bagażnika
bez pomocy drugiej osoby odpada, bo płyta wystrzeli mi w twarz. Czeka mnie więc
przeciskanie się w deszczu między mokrymi autami i wciskanie zakupów przez
uchylone drzwi pod przednie siedzenie…
czwartek, 21 marca 2024
Zakupy w Lidlu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Katmandu
Katmandu, ostatnia noc w hotelu, krótka, bo o 5 rano wyjeżdżamy z grupą na lotnisko. Położyłam się po 23, za oknem słychać było szum miasta,...
-
Agata obudziła się, ale nie ruszyła nawet palcem, tylko tępo gapiła się w sufit. Co ja zrobiłam! Grzesiek mnie zabije jak się dowie! ...
-
Krążąc rowerem po dzikich ostępach gmin ościennych, wjechałam w kolejną szutrową, dziurawą jak sito drogę z dala od cywilizacji. Po obu s...
-
Pogoda nie rozpieszczała, delikatnie mówiąc (padał snieg, wyjście na porywisty wiatr groziło dekapitacją- czyli typowa polska wiosna), pr...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz