Dobra, umówmy się: nigdy nie byłam królową sałatek, poza kilkoma polskimi „standardami”.
Zostałam zaproszona na imprezę „składkową”, trzeba było jednak jakoś się zmobilizować, postanowiłam spróbować czegoś nowego. Po krótkim wertowaniu nieprzebranych zasobów internetu padło na „błyskawiczną sałatkę z paluszkami krabowymi” (z dedykacją dla http://niebonatalerzu.blogspot.com/- mogłabyś podawać przepisy na stronie bardziej precyzyjnie...?). Uznałam, ze wygląda łatwo ale za to w miarę efektownie. Wg przepisu ilość na 2- 3 osób, więc postanowiłam zrobić podwójną porcję.
1) „Ugotuj paczkę makaronu ryżowego wg przepisu na opakowaniu”. – Phi!, drobnostka. Zagotowałam wodę, wrzuciłam dwa opakowania po 200g białych nitek…
2) „Paczkę paluszków pokrój w centymetrowe kawałki.” Mam parę minut zanim makaron dojdzie, więc spoko. Wyjęłam rozmrożone paluszki, a tam na opakowaniu „spożyć po obróbce termicznej”… cholera , co teraz? Żaden przepis nie przewiduje gotowania surimi przed dodaniem do sałatek..czy nie narażę potencjalnych konsumentów na śmierć w męczarniach…? Albo co najmniej na „dłuższe posiedzenie…”? Po krótkim wahaniu przypomniało mi się, że przecież goście będą popijali ją alkoholem, więc z pewnością zabiją wszelkie możliwe mikroby- daję prosto z opakowania. Pokroiłam pierwszą paczkę( 250 g, czyli 12 paluszków) po czym zauważyłam, ze wychodzi tego jednak dość dużo.. z drugim się wstrzymałam
W międzyczasie nadeszła chwila na odcedzenie makaronu- garnek napełnił się niczym w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”, więc już zaczęłam wietrzyć w tym przepisie jakiś podstęp…makaron ledwo zmieścił się w ogromnym durszlaku. Po przelaniu zimną wodą chciałam przerzucić go z powrotem do gara stojącego na rancie zlewozmywaka, niestety część (nie wiem jakim cudem…?) „wychlapnęła mi się „na glebę”. Pod nogami momentalnie, nie wiadomo skąd pojawił się pies, zeżarł wszystko w mgnieniu oka po czym wylizał podłogę wybawiając tymczasowo z konieczności sprzątania. Ufff. Spojrzałam na zawartość gara- pomimo strat ilość wyglądał na taką, która można wykarmić pluton wojska a nie max 6 osób (po dodaniu reszty składników)..no dobra, trzeba ten przepis zweryfikować w innym miejscu….
Znalazłam!!! Składniki na sałatkę dla 2-3 osób: 1 opakowanie makaronu ryżowego 100g, 1 opakowanie surimi 100g….cholera, wychodzi na to , ze mam dwa razy za dużo makaronu, dobrze, ze chociaż nie otworzyłam drugiej paczki surimi. Na szczęście psu zasmakował makaron ryzowy- będzie jadł go przez najbliższe dwa dni.
3) „Potnij makaron na krótkie kawałki”. Hmm..uznałam , ze najszybciej będzie nożyczkami. Wyciagałam kawałek białego kłębowiska z gara i ucinałam nad miską kawałek po kawałku. Szkoda tylko, ze po ucięciu nie chciał spadać, tylko przyklejał się do nożyczek…no ale metodą każdorazowego odklejania, jakoś poszło.
4) „Ugotuj dwa jajka na twardo „( tutaj chociaż nie było wątpliwości co do ilości- wzięłam cztery
5) „Pokrój 6 korniszonów”- tutaj tez udało się bez komplikacji – korniszon, to korniszon
6) „Dołóż pęczek posiekanego grubego szczypioru”- tę część wykonałam po mistrzowsku
7) „Dodaj pół puszki kukurydzy”. Wyciągnęłam puszkę z szafki, pociągnęłam za zawleczkę i…zostałam z zawleczką w ręku, natomiast puszka pozostała szczelna jak amerykańska łódź podwodna. Uff.. na szczęście posiadam coś takiego jak otwieracz do konserw. Uradowana i pełna optymizmu przyłożyłam otwieracz do wieczka i zaczęłam kręcić korbką przesuwającą ostrze dookoła rantu. Ten okazał się jednak zbyt wysoki- wycięcie stworzyło linię przerywaną nie pozwalającą ani w ząb na dostanie się do zawartości. Pozostał tylko stary harcerski sposób czyli wbicie noża w jeden z krótkich dziurek po otwieraczu. Serce mi pękało na myśl o stanie noża po tej operacji, ale czego się nie robi dla sałatki…przy wbijaniu noża w wieczko pomogłam sobie tłuczkiem do mięsa- tym sposobem stworzyłam otwór pozwalający na włożenie łyżki do środka i wyciągnięcie odpowiedniej ilości kukurydzy.
„Teraz tylko dopraw , dołóż majonez i jogurt naturalny i sałatka gotowa!”
Ja pierniczę, nigdy już nie zrobię żadnej błyskawicznej sałatki!!! Nie dość, że nie było wcale szybko, to zostało mi pół gara makaronu, (plus trochę przyklejonego na szafce, tam gdzie pies nie wylizał), lepiące się od skrobi nożyczki, tępy nóż i niepewność, czy towarzystwo nie pochoruje się po „nieobrobionyn termicznie” surimi. Wszystkich, którzy jedli przepraszam, ale mam nadzieję, że doceniliście moje poświęcenie. Jest już dzień kolejny i nie słyszałam o żadnych ofiarach w ludziach. Do następnej imprezy!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz